Tajemnicze zaginięcia dzieci, czyli o tym, jak polskie media dały się nabrać

Der Hohe Stein - szczyt znany dziś jako Wysoki Kamień - to miejsce owiane złą sławą. Próżno szukać go na mapach i w przewodnikach. Górę omijają też z dala szlaki turystyczne. To tam ponoć wieki temu znajdowało się źródło pogańskich mocy, a podczas II wojny światowej oddział szwedzkich najemników z SS miał odprawiać okultystyczne rytuały. W 1966 roku górę zdobyło czterech nastolatków, którzy postanowili urządzić nocą seans spirytystyczny. Dwóch z nich zniknęło zaraz potem, pozostali natomiast w ciągu kilku następnych dni. Do dziś znikają tam w tajemniczy sposób pracownicy leśni...

A przynajmniej tak twierdzą zwolennicy spiskowej teorii dziejów. Historia Wysokiego Kamienia kilka lat temu przeszła lotem błyskawicy przez internetowe media. Duży artykuł poświęcił jej chociażby portal onet.pl. Szczyt ponoć do dziś emanować ma niezwykłą mocą, która oddziałuje na ludzi, zwierzęta, urządzenia elektryczne i kompasy. W sieci znaleźć można nawet wypowiedzi osób podających się za naukowców, a twierdzących, iż skała faktycznie stanowi źródło tajemniczych sił. Całość zdaje się być niemalże powtórką mrocznych wydarzeń, jakie rozegrały się pod australijską Wiszącą Skałą...



Sęk w tym, że "Piknik pod Wiszącą Skałą" tak długo uważany za literacki (a potem filmowy) zapis historii prawdziwej, okazał się kompletną fikcją. Autorka powieści wydarzenia te zmyśliła, o czym wiedział też reżyser ekranizacji, Peter Weir. Oboje jednak nie kwapili się, by obalać plotki, które stały się doskonałą wręcz wirusową promocją tak powieści, jak i filmu. Warto też dodać, że w oryginalnym rękopisie książki ostatni rozdział wyjaśniał tajemnicę zaginięcia dziewcząt, które przenieść się miały przez swego rodzaju bramę czasoprzestrzenną, jednak wydawcy postanowili ten tekst odrzucić, by dać czytelnikowi pole do własnych interpretacji.

I tutaj widać podobieństwo między Wiszącą Skałą a Wysokim Kamieniem w Górach Bardzkich. Historia tego drugiego pojawiła się w II tomie "Legend i opowieści ząbkowickich", a następnie w sieci. I nie byłoby całej afery, gdyby nie słowa samego autora:

Z rozmów ze świadkami, do których udało mi się dotrzeć i przeprowadzonej kwerendy w prasie z tamtych czasów udało się ustalić najważniejsze fakty. (źródło)

Nic dziwnego, że historia szybko podchwycona została przez media. Wszak autor dysponował dowodami, a przynajmniej tak twierdził. A ponieważ czas to pieniądz, nikt nie pokwapił się, by spędzić choć kilka godzin w bibliotece na odszukaniu wspomnianych źródeł prasowych, mimo że na Dolnym Śląsku funkcjonowały wówczas ledwie dwa dzienniki - Słowo Polskie i Gazeta Robotnicza.

Czyżby historia związana z mocą Wysokiego Kamienia i tajemniczymi zaginięciami w jego okolicach była tylko literacką fikcją, podsycaną grafomańskimi publikacjami w sieci? Napisałem w tej sprawie do bardzkich urzędników, a także do nadleśnictwa i komendy wojewódzkiej policji we Wrocławiu. Odpowiedział mi jedynie rzecznik komendy, który stwierdził, iż policja nie dysponuje żadnymi materiałami archiwalnymi, które mogłyby potwierdzić tę historię lub jej zaprzeczyć.

Intrygująca natomiast okazała się korespondencja z jednym z autorów książki "Legendy i opowieści ząbkowickie". Kiedy poprosiłem o wskazanie, gdzie można nabyć lub chociażby obejrzeć oryginał rzeczonej publikacji, mój rozmówca odpisał, iż nakład został wyczerpany, dodruk nie jest planowany, a w punkcie informacji turystycznej w Bardzie na pewno nie ma ani jednego egzemplarza. Kiedy dodałem, iż interesuje mnie dokładnie historia Wysokiego Kamienia, autor natychmiast przerwał korespondencję... Nie dała też żadnego rezultatu wizyta w bibliotece wojewódzkiej. Przejrzałem źródła prasowe z 1966 roku i nie trafiłem na żaden ślad sprawy. Ba, historii zaginięć nie znają ani starsi mieszkańcy Barda, ani wiekowy już, miejscowy ksiądz, ani pracownicy punktu informacji turystycznej.


Oto więc mamy, powielaną wielokrotnie w sieci, legendę wyssaną z pisarskiego palca po to, by przyciągnąć turystów. Tylko czy naprawdę trzeba uciekać się do kopiowania słynnego "Pikniku pod Wiszącą Skałą", by podbudować wizerunek miasta, które i bez tego jest niezwykle wręcz atrakcyjne? Zostawmy więc duchy i przyjrzyjmy się ofercie samego Barda.

Miasteczko liczy sobie dziś niecałe trzy tysiące mieszkańców. Długo by wymieniać atrakcje, jakie czekają tu na turystów. Jedynym minusem jest brak odpowiednio rozbudowanej bazy wypoczynkowej, ale to właśnie wkrótce ma ulec zmianie, gdyż stanie tu profesjonalny hotel SPA. Gdybyście jednak chcieli tu spędzić kilka dni w najbliższej przyszłości, na stronie bardo.pl znajdziecie wykaz punktów noclegowych. Samo miasto natomiast zaoferuje Wam wspaniałe spływy kajakowe, możliwość zwiedzania przepięknych zabytków oraz malownicze górskie trasy o niewysokim stopniu trudności, co ważne jest dla dzieci czy osób starszych. Nie można też zapomnieć o słynnym obrywie skalnym, skąd roztacza się zapierająca dech w piersiach panorama Barda i okolic.

Komu mało atrakcji serwowanych przez miasto, zaskoczony będzie ich liczbą w najbliższych okolicach. W promieniu ledwie 30 kilometrów odwiedzić można wspaniałe SPA w Niemczy, niezwykły ogród botaniczny w Wojsławicach ze stojącym tam mamutowcem olbrzymim, Ząbkowice Śląskie, które są ponoć ojczyzną literackiego Frankensteina, olbrzymi i niezwykłej urody pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim, przepiękną nyską riwierę, zabytkową kopalnię w Złotym Stoku, twierdzę kłodzką czy monumentalny fort w Srebrnej Górze. A to tylko część tutejszej oferty turystycznej. Ale to już temat na osobną opowieść...
Trwa ładowanie komentarzy...